Redaktor Grywamy.eu Opublikowano 2 Sierpnia Udostępnij Opublikowano 2 Sierpnia Gaming Recenzja Halo: Campaign Evolved – powrót do legendarnej przygody Master Chiefa 2 sierpnia 2026, 03:26 · Redakcja Grywamy.eu Sprawdź naszą recenzję Halo: Campaign Evolved! Wracamy do kultowej przygody Master Chiefa, sprawdzając nowości w mechanice, walkę i oprawę. Powrót w pancerzu Master Chiefa Z przyjemnością raz jeszcze wskoczyłem w pancerz Master Chiefa, wracając do jego pierwszej przygody. Dla przypomnienia – bohater jest zmodyfikowanym genetycznie superżołnierzem, który wraz z resztą załogi kosmicznego krążownika ląduje awaryjnie na tajemniczej konstrukcji przypominającej gigantyczny pierścień. Rekonesans i szukanie ocalałych szybko przeradza się w walkę o przetrwanie z przeważającymi siłami wroga, tak zwanym Przymierzem, czyli sojuszem obcych ras, którym nie w smak nasza obecność na powierzchni Halo. Na koniec świata i jeszcze dalej Sam gargantuiczny konstrukt początkowo zostaje uznany za straszliwą broń, która w rękach agresorów może być wycelowana w ziemską populację. Prawda jednak okaże się bardziej skomplikowana i ponura, a zagrożenie dotknie każdego świadomego życia i będzie sięgać znacznie dalej, bo aż po kres galaktyki. Ostatnie rozdziały to bezpardonowa walka o przetrwanie załogi, a do rywalizacji o tytuł najbardziej drapieżnego organizmu w kosmosie dołącza niespodziewanie jeszcze jedna strona konfliktu. Ma to nieoczywiste konsekwencje w samej rozgrywce. O ile pierwsze rozdziały, w których docieramy do prawdy, są relatywnie spokojne, a pod nasz celownik pchają się jedynie mniej lub bardziej pocieszni przedstawiciele obcych ras rzeczonego Przymierza, tak w drugiej połowie gry do zabawy dołącza ktoś jeszcze, a wtedy już na poziomach robi się gęsto od wrogów. Co więcej, jedni tłuką się z drugimi, co stwarza sposobność przemknięcia bokiem niezauważonym. W pewnym stopniu wpływają na to również rozmiary niektórych miejscówek i garaż pojazdów, nad którymi możemy przejąć kontrolę. Przed Halo nie było shootera, który stawiałby tak duży nacisk na ich wykorzystanie. Początkowo mamy do dyspozycji ziemskie wehikuły w postaci: Warthoga – dobrze radzącego sobie w górzystym terenie (przez specyficzną fizykę nadal jest mało responsywny, choć łatwiej się nim steruje niż w oryginale), Scorpiona – potężnego czołgu bojowego. Później robi się jeszcze ciekawiej i możemy zasiąść za sterami rozmaitych konstrukcji Przymierza, nie wyłączając takich, które pozwalają wzbić się w powietrze. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by w niektórych miejscach zrezygnować z pieszej przebieżki i zignorować tłumy wrogów, zwyczajnie nad nimi przelatując. Tańcząc z kosmitami Kolejnymi cechami wyróżniającymi Halo, które na dobre zadomowiły się w gatunku strzelanek, była automatyczna regeneracja tarczy energetycznej oraz ograniczenie ekwipunku do dwóch noszonych spluw, co wymuszało przemyślane działania i szukanie alternatyw po wystrzeleniu się z pestek. Sposobności ku temu nie brakuje, bo możemy podnosić każdą broń upuszczoną przez wroga i – podobnie jak w przypadku pojazdów – nic nie stoi na przeszkodzie, by ładować w obce czerepy z ich własnych zabawek. W remaku te aspekty ostały się bez zmian, nowością jest za to dodatkowe uzbrojenie, które debiutowało w późniejszych odsłonach serii, jak chociażby niezwykle mocarny miecz energetyczny. Można też strzelać patrząc przez przyrządy celownicze; wcześniej taką opcję oferowały tylko niektóre bronie. Korzystanie z pojazdów jest fajne, bo urozmaica kampanię, ale jej filarem pozostają niesamowicie angażujące walki i z ulgą donoszę, że nic się w tej materii nie zmieniło. Pojedynki, czy to solo, czy z kamratami u boku, są bardzo dynamiczne, dostępny arsenał wydaje się wystarczająco zróżnicowany, a korzystanie z granatów wysadzających całe skupiska wrogów daje mnóstwo satysfakcji. Cytuj Odnośnik do komentarza https://grywamy.eu/topic/1290-recenzja-halo-campaign-evolved-powrot-do-legendarnej-przygody-master-chiefa/ Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Gaming Recenzja Halo: Campaign Evolved – powrót do legendarnej przygody Master Chiefa 2 sierpnia 2026, 03:26 · Redakcja Grywamy.eu Sprawdź naszą recenzję Halo: Campaign Evolved! Wracamy do kultowej przygody Master Chiefa, sprawdzając nowości w mechanice, walkę i oprawę. Powrót w pancerzu Master Chiefa Z przyjemnością raz jeszcze wskoczyłem w pancerz Master Chiefa, wracając do jego pierwszej przygody. Dla przypomnienia – bohater jest zmodyfikowanym genetycznie superżołnierzem, który wraz z resztą załogi kosmicznego krążownika ląduje awaryjnie na tajemniczej konstrukcji przypominającej gigantyczny pierścień. Rekonesans i szukanie ocalałych szybko przeradza się w walkę o przetrwanie z przeważającymi siłami wroga, tak zwanym Przymierzem, czyli sojuszem obcych ras, którym nie w smak nasza obecność na powierzchni Halo. Na koniec świata i jeszcze dalej Sam gargantuiczny konstrukt początkowo zostaje uznany za straszliwą broń, która w rękach agresorów może być wycelowana w ziemską populację. Prawda jednak okaże się bardziej skomplikowana i ponura, a zagrożenie dotknie każdego świadomego życia i będzie sięgać znacznie dalej, bo aż po kres galaktyki. Ostatnie rozdziały to bezpardonowa walka o przetrwanie załogi, a do rywalizacji o tytuł najbardziej drapieżnego organizmu w kosmosie dołącza niespodziewanie jeszcze jedna strona konfliktu. Ma to nieoczywiste konsekwencje w samej rozgrywce. O ile pierwsze rozdziały, w których docieramy do prawdy, są relatywnie spokojne, a pod nasz celownik pchają się jedynie mniej lub bardziej pocieszni przedstawiciele obcych ras rzeczonego Przymierza, tak w drugiej połowie gry do zabawy dołącza ktoś jeszcze, a wtedy już na poziomach robi się gęsto od wrogów. Co więcej, jedni tłuką się z drugimi, co stwarza sposobność przemknięcia bokiem niezauważonym. W pewnym stopniu wpływają na to również rozmiary niektórych miejscówek i garaż pojazdów, nad którymi możemy przejąć kontrolę. Przed Halo nie było shootera, który stawiałby tak duży nacisk na ich wykorzystanie. Początkowo mamy do dyspozycji ziemskie wehikuły w postaci: Warthoga – dobrze radzącego sobie w górzystym terenie (przez specyficzną fizykę nadal jest mało responsywny, choć łatwiej się nim steruje niż w oryginale), Scorpiona – potężnego czołgu bojowego. Później robi się jeszcze ciekawiej i możemy zasiąść za sterami rozmaitych konstrukcji Przymierza, nie wyłączając takich, które pozwalają wzbić się w powietrze. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by w niektórych miejscach zrezygnować z pieszej przebieżki i zignorować tłumy wrogów, zwyczajnie nad nimi przelatując. Tańcząc z kosmitami Kolejnymi cechami wyróżniającymi Halo, które na dobre zadomowiły się w gatunku strzelanek, była automatyczna regeneracja tarczy energetycznej oraz ograniczenie ekwipunku do dwóch noszonych spluw, co wymuszało przemyślane działania i szukanie alternatyw po wystrzeleniu się z pestek. Sposobności ku temu nie brakuje, bo możemy podnosić każdą broń upuszczoną przez wroga i – podobnie jak w przypadku pojazdów – nic nie stoi na przeszkodzie, by ładować w obce czerepy z ich własnych zabawek. W remaku te aspekty ostały się bez zmian, nowością jest za to dodatkowe uzbrojenie, które debiutowało w późniejszych odsłonach serii, jak chociażby niezwykle mocarny miecz energetyczny. Można też strzelać patrząc przez przyrządy celownicze; wcześniej taką opcję oferowały tylko niektóre bronie. Korzystanie z pojazdów jest fajne, bo urozmaica kampanię, ale jej filarem pozostają niesamowicie angażujące walki i z ulgą donoszę, że nic się w tej materii nie zmieniło. Pojedynki, czy to solo, czy z kamratami u boku, są bardzo dynamiczne, dostępny arsenał wydaje się wystarczająco zróżnicowany, a korzystanie z granatów wysadzających całe skupiska wrogów daje mnóstwo satysfakcji.
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.